wtorek, 17 lutego 2015

3. "Przestań mnie przepraszać..."


Nienawidzę tego jak weekendy szybko mijają.  Te pięć dni w szkole,  to męka,  zwłaszcza kiedy muszę się uczyć na kolejne sprawdziany,  karkówki czy robić projekty.  Nie jest łatwo być tym gorszym dzieckiem,  robię wszystko żeby dorównać Allison,  chociaż wiem,  że nigdy mi się to nie uda.  Zawsze po przebudzeniu myślę, czy zostanę pochwalona w ciągu całego dnia przez rodziców,  ale jeszcze nigdy się tak nie stało.  Wstałam żeby założyć jakieś lekkie ubrania,  bo z tego co zauważyłam zapowiadało się na piękny dzień, po całonocnej burzy.  Założyłam jeansowe ogrodniczki i biały top z nadrukiem Minnie,  nie mogłam znaleźć moich vansów,  więc zdecydowałam że założę zwykłe czarne baleriny.  Związałam włosy w kucyk i zeszłam na dół.  W kuchni mama robiła śniadanie więc zajęłam miejsce przy stole.
-Hej.
- O Abi.
-Taa.
-Dzwoniła dyrektorka.
Że co???
Czułam ze moje oczy zaraz wypłyną.
-Chciała znać motyw przewodni balu i twierdziła, że Ty jesteś za niego odpowiedzialna.  Niedorzeczne!
- Tyle,  że właśnie jestem...
-Jesteś poważna?
Nie kurwa żartuje.
-Tak.
-Czemu nic nie mówiłaś?
-Nie sądziłam,  że to jakoś specjalnie ważne.
-To jest ważne! Od twoich decyzji zależy zadowolenie całej szkoły!
Zadowolenie całej szkoły?  Brzmi perwersyjnie.
-To nic takiego,  zrobimy trochę dekoracji w stylu Disneya i po sprawie, wielkie mi rzeczy. I tak mnie tam nie będzie, więc  co za różnica czy się komuś spodoba czy nie.
-Czy Ty do reszty oszalałaś?  Derreck czy Ty to słyszysz?  Ona nie chce iść na bal.
-To jej decyzja.
Spojrzałam na ojca lekko się uśmiechając,  czasami był okropny,  ale czasami po prostu bez powodu stawał po mojej stronie,  żeby zrobić matce na złość. Wzięłam ze stołu kanapki i jabłko, wpakowałam do torby coś słodkiego, na wypadek spadku poziomu cukru i wyszłam z domu bez pożegnania. Pewnie teraz matka lamentowała, płakała i nie wiem jeszcze co, ale ja decyzji nie zmienię. To tylko głupi bal, młodzi najebani ludzie, muzyka i używki. Nic poza tym, więc czemu miałoby to być  dla mnie coś szczególnego, skoro pewnie połowa uczniów pamięta jedynie kilka godzin z tej imprezy. Miałam jeszcze jakieś 20 minut do autobusu, nie chciało mi się czekać więc wzięłam rower. pogoda była super, pomimo, że całą noc padało, teraz po tej nawałnicy zostały jedynie kałuże. Skąd to wiem? Nie spałam całą noc. Boje się burzy i piorunów, ogólnie przeraża mnie to. Śpię wtedy cała nakryta kołdrą, z poduszką na głowie, w słuchawkach słuchając rockowych piosenek, żeby zagłuszyć każdy najmniejszy grzmot.   Jechałam dobre 15 minut i dostałam już zadyszki, nie spodziewałam się, że moja kondycja jest w tak opłakanym stanie. Byłam już na szkolnym podjeździe, zadowolona z faktu, że dojechałam na miejsce, kiedy jakiś kretyn ochlapał mnie wodą. Moje ogrodniczki całe były w mokrych plamach, a nogi wyglądały jakbym się czołgała w błocie.
Świetnie, po prostu KURWA świetnie!
Zostawiłam rower i szłam w kierunku wejścia do szkoły, ludzie gapili się na mnie, ale w sumie im się nie dziwię. Wyglądałam pewnie jak siódme nieszczęście, bo rowerem mi się zachciało jeździć.
- Hej Ab... wohooo co ci się stało? - usłyszałam głos Jasona, który lustrował moją sylwetkę.
- Nie widać? Brałam kąpiel błotną, podobno dobrze działa na skórę.
- A tak na poważnie?
- Na poważnie, jakiś kretyn nie patrzył jak jechał i taaa dammmm. Wyglądam jak wyglądam.
- Pewnie Jenna ma w szafce ubrania na zajęcia taneczne, idź to ci coś da.
- Okay do zobaczenia na matematyce.
Szłam przez korytarz, zwracać na siebie całą uwagę przez plamy na ubraniach. Powinny już dawno wyschnąć, ale nie bo po co. Trochę dziwnie się czuję, bo wiem, że mogę spotkać Nialla. Znaczy chodzi mi o palenie, ja wiem, że on ma mnie za kompletnego nieudacznika, ale nie chce, żeby śmiał się ze mnie jeszcze bardziej, przez to jak dziś wyglądam. I okazało się na szczęście, że doszłam do szafki Jenny nie spotykając go.
- Całe szczęście, że tu jesteś. Pomocy! - wskazałam na mój stan a brunetka kręciła głową.
- Kto cię tak załatwił?
- Sama nie wiem, ale powiedz, że masz coś na zmianę.
- Mam białą spódnicę, myślę że będzie dobra.
- Daj, chce się przebrać.
Wzięłam ją od niej i poszłam szybko  w stronę szatni. Było już po dzwonku, a ja wiedziałam, że nieźle mi się oberwie za spóźnienie. Weszłam do boksu dla dziewcząt i szybko ściągnęłam moje ogrodniczki, naciągnęłam na siebie rozkloszowaną spódnicę Jenny i chciałam wyjść, kiedy ktoś za mną zaczął gwizdać.
- Niezły tyłek.
Horan.
Czułam, że moje policzki płoną. Widział mnie w samych matkach, a ja teraz chciałam zapaść się pod ziemię. Nie chodziło, mi o to, że wstydzę się swojego ciała, a o to, że dzisiaj miałam na sobie różowe majtki w babeczki. Żenada, wtopa życia, nawet nie wiem jak mogę gorzej to nazwać.
Bądź suką Abi. 
- Wiem.
- Wiesz i specjalnie prowokujesz? - wzruszyłam ramionami.
- Już się ubrałam, bez nerwów. - odwróciłam się w jego stronę i chciałam wyjść na zajęcia, ale jego ręka oparta była o framugę drzwi tak, że musiałabym się schylić, żeby móc przejść za nie.
- Jesteś spóźniona na zajęcia, kolejny pierwszy raz huh?
- Skończ z tym, to nie jest zabawne.
- Poważnie? Więc czemu mnie bawi?
- Ponieważ jesteś idiotą?
- Mmm lubię kiedy starasz się grać złą dziewczynkę.
- Super cieszę się. - rzuciłam z ironią. - Mogę przejść? - wskazałam na jego ramię, które blokowało mi drogę.
- Proszę. - ustąpił mi miejsca uśmiechając się przy tym, jakbym obiecała, że mu obciągnę. Mogłam więc przejść i starać się wejść na lekcje jak najszybciej się dało. Cały czas szedł za mną, i dałabym sobie rękę uciąć, że gapi się na mój tyłek, bo wydawał z siebie dość dziwne dźwięki. Starałam  się nie zwracać na to uwagi, aż w końcu doszłam do klasy, otworzyłam drzwi i weszłam, zostawiając Horana samego na korytarzu.
- Przepraszam za spóźnienie pani Craven, ja...
- Abigail, siadaj nie mam czasu na twoje tłumaczenia. Chce dalej prowadzić zajęcia.
Usiadłam obok Rose i wyciągnęłam zeszyt, piórnik i podręcznik. Przyjaciółka spojrzała na mnie, wiedziałam, że oczekuje wyjaśnień.
- Spóźniłaś się bo?
- Musiałam.
- Ty nigdy się nie spóźniasz?!
- Wiem Rose, ale jechałam rowerem do szkoły i ktoś ochlapał mnie wodą. Musiałam iść się przebrać i tak wyszło.
- Zaczęłam myśleć, że matka zamknęła cię w domu, po naszym weekendowym wypadzie.
- Zamknie mnie.
- Jak to?
- Dowiedziała się, że organizuje bal i na niego nie idę.
- JAK TO NIE IDZIESZ?!?! - Rose podniosła głos, zwracając na nas uwagę całej klasy, także Horana, który wszedł właśnie na zajęcia.
- Panienki może przestaną rozmawiać i zajmą się lekcją. - upomniała nas pani Craven, ale Rose szybko przeprosiła i wróciłyśmy do rozmowy.
- Co ty pieprzysz Deirdre?!?!
Była na mnie zła, nigdy nie zwraca się do mnie moim drugim imieniem.
- Nie chce tam być okay? Banda pijanych nastolatków i głośna muzyka mnie nie kręci.
- Kurwa czy ty nie rozumiesz, że własnie na tym to polega?! To nasz ostatni bal w tej szkole?!!
- Więc sprawię, że będzie wspaniały i życzę wam miłej zabawy.
Nie miałam ochoty tłumaczyć jej czemu nie chce iść, a chodziło jedynie o to, iż wiedziałam, że nikt mnie nie zaprosi. Nie chciałam iść sama i pokazać całej szkole jaką ofiarą losu jestem. Jenna zapewne pójdzie z kimś ze swoich zajęć  tanecznych, Rose na pewno sobie kogoś załatwi, Jason ma miliony koleżanek, więc tylko ja w tym towarzystwie jestem nietowarzyskim odludkiem. Chciałam uciec od towarzystwa Rose, bo ciągle mnie namawiała, żebym jednak poszła. Następna lekcja to była plastyka, więc mogłam siedzieć przez godzinę i nic nie robić. Rzuciłam plecak obok mojego krzesła i miałam za zadanie dzisiaj narysować martwą naturę, co oczywiście pewnie będę robiła w domu, a raczej nie ja tylko Jason. Gapiłam się  na kartkę białego papieru, ale wtedy  naprzeciwko mnie usiadł Horan. Czemu od tygodnia ciągle na niego wpadam i jak udało mi się go unikać przez całe liceum? Co teraz robię nie tak, że zawsze jest gdzieś blisko? Może wcześniej nie zwracałam na niego uwagi?
- Więc nie idziesz na bal?
Rozejrzałam się po sali, ale znowu wróciłam do patrzenia się na papier.
- Wilson?
Ugh jednak to było do mnie, przewróciłam oczami i spojrzałam na Horana.
- Nie idę i nic ci do tego.
- W takim razie po co go organizujemy?
- Organizujemy? ORGANIZUJEMY? Raczej organizuję, bo ty mi nie pomagasz.
- Jak mam pomagać skoro nie wiem kiedy i w czym?
- Zawsze zostaje po zajęciach przez godzinę w bibliotece, szukam materiałów, muzyków, kateringu.
- Zawsze?
- Tak.
-Dzisiaj też?
-Przed chwilą powiedziałam, że codziennie. Czego nie zrozumiałeś?
Spojrzałam na niego z założonymi na piersiach rękami, na co on wzruszył ramionami i zaczął coś  rysować. Myślałam, że go zamorduję bo ciągle strzelał ustami, wydawał taki charakterystyczny dźwięk, który doprowadzał mnie do szaleństwa, ale na szczęście lekcja minęła szybko i liczyłam, że przez resztę dnia już go nie spotkam. Jak bardzo się myliłam, kiedy podczas drugiego śniadania na stołówce, stanął obok mnie w kolejce.
- Dziękuję kochanie, że zajęłaś mi miejsce.
- Prędzej umrę, niż pozwolę ci wjebać się w kolejkę bez czekania.
- O nie, proszę żyj... JESTEŚ DZIEWICĄ NIE MOŻESZ UMRZEĆ NIE CZUJĄC KUTASA W SWOJEJ CIPCE. -  powiedział to na tyle głośno, że większość ludzi stojąca obok nas zaczęła się śmiać, a ja pewnie byłam czerwona jak burak.
 Tak bardzo go nienawidzę.
- Niall... Na koniec kolejki.
- Stary zostaw ją tu i chodź, bo zaraz dojdzie... - uśmiechnął się do niego Malik, kładąc nacisk na ostatnie słowo.
- Ona jeszcze nie doszła, nigdy.
Poważnie mam dość tej bandy idiotów, z tego wszystkiego odechciało mi się jeść. Poszłam po wodę do automatu i później na salę gimnastyczną, zobaczyć trening koszykarzy i próbę cheerleaderek. Jason jak zwykle dawał z siebie wszystko, biegał po boisku i krzyczał. Z tego co zauważyłam, to dość dobrze dogadywał się z Paynem i Bulterem, w sumie może na bal mogłabym zaprosić Dylana. Uh nie, on pewnie ma kogo zaprosić, nie jest taką ofiara losu jak ja. Musiałam się na niego gapić i w myślach odpowiadać na moje pytania, bo kiedy na niego spojrzałam to machał do mnie. Odmachałam mu i wróciłam do picia wody oraz jedzenia mojego jabłka, które wzięłam z domu.

                                              ----------------------------------------

Mogłam się spodziewać, że nie przyjdzie. Co ja sobie w ogóle wyobrażałam, że on poważnie mówi o tym, że mi pomoże? Jestem skończona idiotką. Szukałam już od czterdziestu minut materiałów, które mogłyby pasować do dekoracji sali gimnastycznej na tańce. Wybrałam biały, niebieski i różowy, co wydaje mi się, że będzie ze sobą współgrało i tworzyło klimat. Miałam przed sobą miliony zapisanych kartek z numerami telefonów, cenami materiałów, pomysłami na dekoracje, powoli zaczynałam się w tym wszystkim gubić.
- Pomóc? - Horan szedł w moją stronę i oh Boże jednak pamiętał.
- W sumie to już prawie kończę, nie trzeba.
- Miałem trening.
-Nie obchodzi mnie to.
Powiedziałam zgodnie z prawdą, nie interesowało mnie co robił w swoim wolnym czasie, każdy ma prawo wykorzystać go, jak tylko chce.
- Jesteś uparta jak dziecko.
-Uuups. - wydałam z siebie odgłos typowej blondynki, która upuszcza zeszyty przed szkolnym ciachem i spojrzałam na niego wymuszając uśmiech, po czym wróciłam do segregacji kartek.
- Więc co wymyśliłaś? - Niall rzucił mi szybkie spojrzenie, po czym zaczął przeglądać kartki.
- Disneyland.
- Poważnie?
Był wyraźnie zdziwiony, ale nie obchodzi mnie to.
- Dzieci. - przewróciłam oczami i na niego spojrzałam.
- Może być fajnie.
Poczułam się niekomfortowo, bo nie wiedziałam, czy sobie żartuje, czy poważnie podoba się mu mój pomysł. Mrugnęłam kilka razy, a moje oczy się rozszerzyły, no bo na Boga Niall chwali mój pomysł? Nie w tum życiu. W tym życiu mam pecha, a jak na złość moja pompa insulinowa zaczęła piszczeć, co oznaczało, że muszę zmienić pojemnik z insuliną. Wyjęłam baterię, żeby pozbyć się tego uciążliwego dźwięku. Musiałam szybko wymienić zbiorniczek, ale przecież jestem rowerem. Czemu to zawsze dzieje się w momencie, kiedy najmniej tego oczekuję?
- Co to jest? - Horan patrzył na mnie ze zdziwieniem, a ja powinnam mu strzelić gadkę "jestem chora na cukrzycę, zaraz ci wszystko opiszę" tylko nie miałam teraz na to czasu.
- Pompa insulinowa.
- Czy ty..?
- Tak mam cukrzycę, a teraz przepraszam, ale muszę szybko dostać się do domu.
Zabrałam torbę i zaczęłam biec, wiedziałam, że jazda rowerem do domu jeszcze bardziej pogorszy sprawę, ale nie miałam innego wyjścia. Przełożyłam torbę przez ramię i wsiadłam na rower, było mi już słabo, ale domyślałam się, że jeśli zadzwonię do rodziców, to żadne z nich nie odbierze bo są w pracy, a wtedy usłyszałam za sobą głos Nialla.
- Wilson!
Ściągnęłam swoje brwi po czym odwróciłam się w jego stronę.
- Chodź podwiozę cię.
- Nie musisz, ja...
- Do kurwy wsiadaj!
Wziął ode mnie torbę, rzucił na tylne siedzenie,a mój rower oparł o barierki. Oboje wsiedliśmy do samochodu, po czym odjechaliśmy spod szkoły. Nie odzywałam się, bo czułam się dziwnie. W ciągu ostatnich dwóch tygodni spędziłam z nim więcej czasu, niż podczas całego liceum. Oparłam głowę o szybę, po czułam się dziwnie senna, ale wtedy szturchnął moje ramię, tak że spojrzałam na niego, a później utkwiłam mój wzrok w przedniej szybie.
- Tylko nie śpij.
- Mhm.
W końcu zatrzymał się na podjeździe pod moim domem. Niall poszedł za mną, a ja weszłam do kuchni i wyciągnęłam  fiolkę insuliny, po czym poszłam do mojego pokoju, żeby móc ją zaaplikować. Siedziałam na łóżku, zadowolona, że już wszystko jest jak powinno, jednak czułam jego obecność i wiedziałam, że zaraz zada mi milion pytań.
- Dziękuję. - przerwałam ciszę panującą w pokoju, a on wszedł do pokoju i wskazał na krzesło.
- Mogę?
- Jak ci nie pozwolę to i tak siądziesz, więc jasne siadaj.
- Ja nie wiedziałem..., że ty..., że no... - czy Niall właśnie się jąka i nie wie co powiedzieć? Dzisiejszy dzień nie przestaje mnie zaskakiwać.
- Mało osób wie,  a akurat pech ciał, że byłeś świadkiem najgorszej, no może i nie najgorszej, ale dość niekomfortowej sytuacji z którą muszę żyć.
- Mam się czuć wyróżniony?- zapytał z głupawym uśmieszkiem, zapewne chcąc rozładować tą całą dziwną atmosferę, ale to na prawdę nie było miejsce i czas na żarty.
- Niaaal. - przeciągnęłam jego imię, dając mu do zrozumienia, że przesadził. - Tu nie ma z czego żartować.
- Ta um... przepraszam, za to w szkole też.
Moje usta uchyliły się, a oczy prawie wyszły mi na wierzch, kiedy usłyszałam przeprosiny wydobywające się z jego ust.
Cholera. 
- Ta.
- Poważnie przepraszam.
- Okey... Nie rób sobie z tego żartów, proszę. - zdecydowałam się jednak dodać tą końcówkę, chociaż byłam pewna, że nie posłucha mojej prośby.
- Ja nie żartuję, tylko to dla mnie dziwne.
- Dziwne bo się szanuję?
- Dziwne, że jesteś pełnoletnia i nie masz  tego za sobą.
Postanowiłam, że nie skomentuję tego co powiedział, bo jeśli dowie się, że jestem rok młodsza, jego żarty nie będą miały końca. Usiadł obok mnie, a kiedy podwinął moją koszulkę i dotknął miejsca wkłucia, moja skóra mnie parzyła. Przejechał palcem po mojej skórze w miejscu, w którym miałam naklejony plaster i spojrzał mi prosto w oczy.
- Boli cię to?
- Na początku bolało, ale tylko samo przekłuwanie. Teraz się przyzwyczaiłam. - nie mogłam dłużej patrzeć mu w oczy, bo zaczynały mi się podobać. - Przez to nie mogę żyć jak inne nastolatki, upijać się, palić  trawki, dużo jeść i ogólnie robić co chce.
- Ja..
-Nie każdy ma tak świetne życie jak ty. Rodziców, którzy o ciebie dbają, zdrowie, które możesz wykorzystać na maksa, popularność, która daje ci możliwości poznania wielu ludzi i... ugh nie ważne. Lepiej już idź.
Posłuchał i wyszedł, a ja zostałam sama z masą myśli w głowie.

                                        ---------------------------------------------

Następny dzień minął dość szybko, a ja musiałam iść do pracy. Dojazd do sklepu zajmował mi prawie godzinę, a bez mojego telefonu, na którym miałam wszystkie ulubione piosenki to była męczarnia. Dosłownie kiedy wysiadałam z autobusu, moje kości strzelały,a tyłek bolał, jakbym spędziła w trasie jakieś pięć dni. Weszłam do sklepu a za ladą stał już Mark i promiennie się do mnie uśmiechał.
- Hej słońce, jak minął ci dzień?
- Uh szczerze? Beznadziejnie, chce już wakacje, chce już wyjechać na studia!
- Ranisz. - udał, że posmutniał po moich słowach.
- Ej! Wiesz, że nie o ciebie chodzi. Chce być wolna, to miejsce mnie ogranicza.
- Rozumiem kwiatuszku, wiesz muszę teraz lecieć po chłopców do szkoły, ale wpadnę przed zamknięciem, ojciec niedługo powinien przyjechać.
- Rozumiem, do zobaczenia.
W sumie szybko uporałam się z tym co miałam zrobić, nie było klientów więc usiadłam przy jednym z odtwarzaczy i włączyłam Arctic Monkeys - Do I Wanna Know i przymknęłam oczy. Ta piosenka sprawiała, że myślałam o Horanie. Nie! Nie czuje nic do niego, broń Boże. Ale ma w samochodzie ich płytę, a ta piosenka jest pod 13 i do tego była podkreślona. Po prostu ją zapamiętałam, a tekst jest jak z filmu.  Zastanawiało mnie dlaczego akurat ta piosenka? Czy on mógłby być w kimś zakochany? Nah. On nie jest długo w związkach. A może jednak, ktoś skradł jego serce? Przestań Abi pogrążasz się! Otworzyłam oczy i spojrzałam na ulicę, zaczynało robić się ciemno, coraz mniej ludzi przewijało się przez chodnik, a sklep był pusty. Zamknęłam znów oczy i kiwałam głową, ale ktoś wyciągnął mi słuchawkę z ucha, aż pisnęłam z przerażenia.
- Dobry gust Wilson.
Kurwa kiedyś go zabije!
- Tak właściwie to leci wszystko po kolei. - chciałam zmienić piosenkę, ale on złapał mnie za rękę, zanim zdążyłam to zrobić.
- Nie zmieniaj jej Abi.
Usiadł obok mnie i włożył jedną słuchawkę do ucha, przymknął oczy i stukał dłonią w swoje udo w rytm muzyki. Był jak w amoku, jakby cały świat przestał istnieć. Gapiłam się na niego jak idiotka, miał na sobie czerwoną koszulę w kratkę, a pod spodem zwykłą czarna koszulkę, jego jeansy jak zwykle były idealnie dopasowane do jego nóg.  Chwilami zastanawiałam się, jak to jest możliwe, że chłopak ma tak dobre nogi. Odwrócił twarz w moją stronę, a ja udałam, że patrzę gdzieś za niego.
- Wiem, że się gapiłaś Wilson. Twoje policzki cię  zdradzają.
- Uh. Przepraszam? Czy coś.
- Daj to najgłośniej jak się da i wstań.
Byłam zdezorientowana i na prawdę nie wiedziałam o co mu chodzi. Zmarszczyłam brwi, nie ruszając się z miejsca.
- Jezu Wilson po prostu kurwa wstań!
I tak ma mnie za frajera, ale nie dam mu satysfakcji. Wstałam i stanęłam obok niego, muzyka była cicha, jedynie w słuchawkach można by ogłuchnąć. Wyciągnął dłoń w moją stronę i... no nie ma mowy, że on chce tańczyć. Kręciłam głową, dając mu do zrozumienia, że nie tańczę.
- Co z tobą?
- Um nie...Ja jakby...Ja nie tańczę...Znaczy nie w miejscach publicznych.
- Przestań być cipą i chodź!
Pociągnął mnie za rękę do niego, położył moje dłonie na jego ramionach, a jego ręce spoczęły na moich biodrach. Patrzyłam na moje stopy, bo wiedziałam, że moja twarz płonie z zawstydzenia.
Have you got colour in your cheeks? / 
Czy masz rumieńce na policzkach?
Doyou ever get that fear that you cant't shift/
 Czy kiedykolwiek zaznałaś strachu, że nie możesz  zmienić biegu
The tide that sticks around like something's in your teeth?/
Tak jakby to było coś, co utkwiło ci między zębami? 
On nucił, a moje skrępowanie sięgało zenitu. Bujaliśmy się w rytm piosenki, ale nadal na niego nie spojrzałam. 
- Kolejny pierwszy raz huh?
Przygryzłam dolną wargę i pokiwałam głową, no bo jak mogłam skłamać, skoro powiedziałam mu, że nie tańczę publicznie? Zbyt wiele rzeczy robię po raz pierwszy, a najgorsze jest to, że każdy z tych "pierwszych razy" zawdzięczam jemu. Odważyłam się spojrzeć mu w oczy i to był mój błąd, no nie do końca bo on akurat miał je zamknięte. Moja podświadomość wariowała, a całe ciało było jak z waty bo nigdy nie tańczyłam na trzeźwo, w miejscu publicznym z chłopakiem, do takiej piosenki. Poszłam w jego ślady i tez zamknęłam oczy, co było błędem bo prawie dostałam zawału kiedy usłyszałam dzwoneczek, który jest zawieszony nad drzwiami. Odskoczyłam od Nialla jak oparzona i spojrzałam w stronę drzwi.
- Przepraszam dzieciaczki, że wam psuję zabawę, ale czas zamykać sklep dziecinko. - to był właściciel sklepu, ojciec Marka. Był dla mnie jak dziadek, ale czułam jakbym go teraz zawiodła.
- Ja przepraszam, że...
- Nie tłumacz mi się. Tez kiedyś byłem młody i rozumiem, ale teraz zbieraj się maleństwo i jedź do domu, ja zamknę sklep.
Tak zajęłam się próbą tłumaczenia, że nie zauważyłam tego jak Horan wyszedł ze sklepu. Może to i lepiej, bo nie wiedziałabym o czym mam z nim rozmawiać i w ogóle. Wyłączyłam piosenkę w odtwarzaczu, wzięłam plecak, krzyknęłam 'do widzenia' i wyszłam ze sklepu. Zakładałam plecak i szłam w stronę przystanku, kiedy...
- Hej Wilson jedziesz ze mną czy będziesz się tłukła autobusem?
- Um znaczy... Jeśli mogę to tak, pojadę.
Co do kurwy się tu dzieje i czemu się zgodziłam?  
Wsiadłam z nim do auta po czym ruszył, jak zwykle miał włączoną jakąś muzykę, ale nie miałam siły żeby wsłuchiwać się w nią i szukać jakiegoś głębszego znaczenia. Oparłam głowę o szybę i zaczęłam ziewać, nie chciałam tego ale chyba zmęczenie brało górę. Niall chyba to zauważył bo przyciszył muzykę, a ja posłałam mu wdzięczne spojrzenie. Przymknęłam oczy bo wiedziałam, że droga autem zajmie nam jakieś pół godziny, a chciałam też jakoś przeżyć tę podróż i moją głupią pochopną decyzję. Zastanawiałam się jaki on na prawdę jest, bo w szkole daje mi w kość, a teraz jest taki miły i w ogóle. I do tego czemu dzisiaj był w sklepie? Nie ma innych w Mullingar? Zastanawiałam się na tyle długo, że w końcu zasnęłam. Chyba czułam, że auto się zatrzymuje, ale nie chciałam wstawać było mi ciepło i wygodnie, może nie do końca wygodnie,ale dało się wytrzymać. Zostałam wyciągnięta z auta, ale ojciec robił tak zawsze kiedy byłam dzieckiem, więc nic nie przeszkadzało, żeby zrobił to znów. Wydawało mi się, że ojciec pachniała jak papierosy, ale przecież to niemożliwe, bo on nie pali.
- Tato weź mnie do pokoju.
-Jestem Niall, nie twój tata, w ogóle to szybka jesteś kochanie. - powiedział Horan,a ja otworzyłam oczy. Patrzyłam na niego i zauważyłam, że idzie w kierunku mojego domu.
- Przepraszam, mogę sama...mogę przejść sama. Przepraszam.
- Przestań mnie przepraszać.
- Przepraszam.
- Zamknij się.
Postawił mnie na ziemi, dzięki czemu mogłam obciągnąć moja koszulkę, która podwinęła się odsłaniając cały mój brzuch.
- Dziękuję i...
- I wisisz mi loda.
- Jesteś okropny.
- Loda, zimnego, ze sklepu zboczeńcu.
- Jasne, a ja uwierzę, że miałeś to na myśli.
- Wiesz, szczerze to...
- Po prostu nie kończ.
Przewróciłam oczami, odwróciłam się i szłam otworzyć sobie drzwi. Było już koło 21, a ja padałam na twarz. Najlepsze było to, że jutro mogłam dłużej pospać i odpocząć. Chciałam już wejść do domu kiedy Horan krzyknął.
- Hej Wilson!
Odwróciłam się do niego z lekkim zaskoczeniem w oczach.
- Dobranoc.
Pokiwałam głową i weszłam do mieszkania, zastanawiając się jaki tak na prawdę jest Niall  Horan.


                                                                      ~*~

Okeyyyy w takim razie 3 rozdział za nami, liczę że przypadnie Wam do gustu ;)
Jak wspominałam pierwszych pięć rozdziałów będzie nudnych itd. bo to wprowadzenie do całej historii, ale mam nadzieję, że ktoś będzie to czytał. 
Nie wiem czy zauważyliście, ale dodałam zwiastun, zachęcam do oglądania w zakładce "ziwastun" XDD
Dziękuję, za tyle wyświetleń bloga i za komentarze i za to, że czekacie DZIĘKI DZIĘKI DZIĘKI!
Także do następnego rozdziału, który powinien się pojawić już w przyszłym tygodniu :) xxx




















6 komentarzy:

  1. Ty i Ronnie powinnyście dostać Oscara za to, co piszecie

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Super jak zawsze ❤ czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  4. Wcale nie jest tak nudno!!! Jest meeeega!!! *lece czytać dalej xD

    OdpowiedzUsuń

Szablon by Selly