czwartek, 2 kwietnia 2015

7. " Pamiętałeś co lubię."

Największym moim problemem w każdy weekend jest to, że nie mogę znaleźć telefonu nawet kiedy głośno dzwoni. Ktoś próbował się dodzwonić już drugi raz, a ja nadal go nie widziałam. Kiedy zauważyłam coś świecącego pod łóżkiem szybko klęknęłam i wyciągnęłam moją zgubę. Na ekranie wyświetlił mi się tylko napis 'Niall kutas' po czym kiedy chciałam odebrać, on postanowił się rozłączyć.
Co za wyczucie czasu Horan.
Postanowiłam do niego oddzwonić, ale teraz to on nie odbierał, więc zrezygnowałam. Patrząc na telefon już wiedziałam czemu go dosłałam, powód - Alice może wyjechać na studia za granicę, a ja mam się cieszyć nowym iPhonem. Zawsze tak było i to chyba nigdy się  nie zmieni, pocieszanie mnie jakimiś duperelami, podczas gdy ona ma przychylone niebo, żeby miała jak najlepiej. Przestałam o tym myśleć kiedy znowu Niall zaczął dzwonić, a ja po prostu odebrałam.
- Tak?
- Wilson możesz coś dla mnie zrobić?
- Huh? Od kiedy pytasz mnie o przysługę?
- Wkrótce możliwe, że się dowiesz.
Nie zrozumiałam nic z jego wypowiedzi, ale kontynuowałam rozmowę.
- Czego ode mnie chcesz?
- Lubisz dzieci?
- Um lubię dzieci w sensie pilnowania ich i rzeczy?
- Nie. Posądzam cię o pedofilstwo i mam dla ciebie sztukę.
Wywróciłam oczami bo jest takim debilem, ale w sumie moje pytanie też było bez sensu.
- Do sedna Niall.
- Brat podrzucił mi swojego syna na trzy godziny, a ja nie mam pojęcia co mam z tym małym czymś zrobić. Boję się, że mogę go zabić.
Zaczęłam się śmiać i prawie przewróciłam się, potykając się o dywan. No bo Niall Horan nie potrafi poradzić sobie z dzieckiem i to jest dosłownie komiczne dla mnie.
- Wilson straciłaś mózg?
- Przestań tak mówić, albo nici z mojej pomocy.
- Okay.
- Więc gdzie jesteś i ile czasu on lub ona u ciebie będzie?
- Jestem pod twoim domem i.. - Hola hola zaraz co?! Jak to on jest pod moim domem. W pośpiechu podbiegłam do okna i rzeczywiście jego samochód stał na ulicy, zaraz obok mojego domu. - i już mówiłem, że będzie trzy godziny... aż trzy.
- Uh okay więc, um może wejdziesz tu?
- Planowałem zabrać go na jakieś jedzenie bo... nie wiem.
- To chłopiec? Ile ma lat? - schodziłam po schodach nadal z nim rozmawiając. Doprawdy straciłam głowę i w co ja się pakuje do jasnej cholery, skoro jestem umówiona z dziewczynami na wieczór.
- Chłopiec Theo. Nie wiem... jakieś trzy?
Strzeliłam sobie w czoło z otwartej dłoni, no bo do jasnej cholery jak można nie wiedzieć ile lat ma dziecko własnego brata? Założyłam buty i wyszłam na zewnątrz, przeszłam przez bramę i stanęłam obok samochodu. Nie zauważył mnie i krzyczał na chłopca, który aktualnie miał z niego niezłą polewkę.
- Przestań ślinić się na moje siedzenia! Oh Boże Theoooo!
- Przestań wrzeszczeć na dzieciaka kutasie. - odezwałam się i wreszcie zostałam zauważona przez Nialla.
- Kutasie! - powtórzył Theo.
- Ucz go dalej Wilson. - wywrócił oczami.
- Wilson. - śmiał się i powtarzał w kółko moje nazwisko mały blondynek. Był uroczy, miał takie słodkie niebieskie oczka i lekko zaczerwienione policzki, a co jakiś czas próbował połknąć swoją dłoń, przez co ślinił się i moczył całą swoją koszulkę.
- Wiesz, że nie muszę ci pomagać racja?
- Wiem, ale zrobisz to bo nie chcesz, żeby to dziecko ucierpiało racja?
- Nie wiem co możesz mu zrobić i gdzie posiał mózg twój brat oddając ci pod opiekę tego maluszka.
- Ma obiad z żoną, a laska która go pilnuje zachorowała.
- Nie pytałam, po prostu kup mu coś jeść, włącz mu kreskówki i sam się sobą zajmie. Trzy godziny to nie tak dużo.
- Czy takie dziecko może jeść coś z KFC?
- Jeśli kupisz mu zestaw Kids z zabawką to tak, ale jeśli chcesz kupić kubełek i zjeść go, dając mu hot wingsy to nie licz na to, że coś tchnie.
Wzruszyłam ramionami i patrzyłam na chłopca, który aktualnie wkładał sobie pięść do ust i lizał palce, to było zarówno słodkie jak i obrzydliwe. Uśmiechałam się kręcąc głową na zachowanie Theo.
- Pojedziesz z nami?
Patrzył na mnie i oczekiwał odpowiedzi, a ja nie wiedziałam co mam zrobić, bo byłam umówiona z dziewczynami, a nie wiedziałam ile czasu to zajmie. Jednak w ostateczności wsiadłam do auta, a zaraz po tym jak ruszył żałowałam swojej decyzji. Typowa ja. Kiedy byliśmy na miejscu wzięłam chłopca na ręce i szłam z nim w stronę drzwi wejściowych, Niall wszedł za nami po czym usiedliśmy przy jednym ze stolików. Nie zauważyłam kiedy Theo ściągnął ze stołu podstawkę z chusteczkami i zrzucił ją na podłogę, zaśmiałam się bo wiedziałam, że kolejne godziny nie będą należały do najłatwiejszych.
- Słoneczko co chciałbyś zjeść? Frytki? Kanapkę? Soczek chcesz? - nie wiedziałam co on je i co lubi dlatego zadawałam pytanie za pytaniem jak jakaś wariatka.
- Flytki.
- Ni...- chciałam powiedzieć Niallowi co ma zamówić, ale chłopiec znów zaczął mówić.
- Kanapi  chce i sok.
- Więc co chcesz?! - podniósł na niego głos Horan, a ja zaraz rzuciłam mu gniewne spijrzenie.
- Daj mu wybrać okay?!
- Nie widzisz, że on jest niezdecydowany?
- Dlatego właśnie nazywa się go dzieckiem? Jest mały i niezdecydowany? Ogarnij się.
- Wezmę mu cały zestaw, nie będę czekał aż coś wybierze.
Horan się wkurzył i poszedł zamówić, a kiedy na nas nie patrzył posłałam mu środkowy palec i pokazałam język. Zapomniałam o dziecku siedzącym obok, które jest jak małpka i wszystko powtarza. Starał się pokazać środkowy palec jednak strasznie mu to nie wychodziło i jedyne co robił to przytrzymywał drugą dłonią palce, żeby mu nie uciekały i pokazywał coś podobnego do mojego gestu.
- Masz okropnego wujka Theo, ale ty jesteś największym słodziakiem na świecie.
- A jak mas na imie?
- Abi, jestem Abi.
Podał mi małą rączkę, tak żebym mogła ją uścisnąć, przez co wywołał na mojej twarzy uśmiech. Przysięgam na Boga to jest najsłodsze dziecko jakie kiedykolwiek widziałam i gdybym miała takiego braciszka, zamiast Alice byłabym w niebie.
- A ja Theo mam tsy latka.
- Duży z ciebie chłopczyk.
- Mhm.
Theo bawił się moimi włosami, a ja cieszyłam się, że je związałam bo prawdopodobnie większa ich część byłaby już wyrwana. Wtedy wrócił Niall z trzema zamówieniami, a ja się lekko zdziwiłam, bo o nic go nie prosiłam, ale potem doszłam do wniosku, że wziął dwa zestawy dla siebie.
- Theo?! Masz z zabawką batmana. Frytki, sok i kanapka, jak będziesz chciał mam lody mogę się podzielić.
- Lody!!! - klaskał w dłonie chłopiec i stanął na siedzeniu, żeby zabrać swoją zabawkę.
- To dla ciebie Wilson. - postawił przede mną tackę ze stripsami,frytkami i dużą pepsi. Zdziwiłam się, że zapamiętał co lubię, ale nie skomentowałam tego, jednak było mi głupio, że coś mi kupił dlatego wyciągnęłam portfel i przesunęłam w jego stronę pieniądze.
- Pamiętałeś co lubię...
- Weź te pieniądze, pomagasz mi więc ja stawiam. - wzruszył ramionami i oddał mi pieniądze, a ja nie miałam zamiaru się z nim sprzeczać bo i tak pewnie by wygrał. Musiałam zmierzyć cukier przed jedzeniem, a kiedy nakłułam skórę i z mojego palca zaczęła lecieć krew Theo  zasłonił oczy i zaczął piszczeć.
- Ona się zabija Niall!
- Theo cicho Abi musi, to żeby była zdrowa.
- Boli? - trzymał mnie za rękę chłopiec, a ja kręciłam głową na nie. Na ekranie wyskoczyło 153 więc nie było najgorzej, schowałam cały ekwipunek do torby, a później wyciągnęłam pompę, żeby zwiększyć dawkę insuliny.
- Po co ci ten kabel w brzuchu?
- Żebym mogła duuuużo zjeść.
- Je jem duźo i nie mam takiego ćegoś. - powiedział blondynek i założył ręce, po czym ściągnął brwi. Wyglądał przekomicznie, poczochrałam jego włosy i wytarłam mu policzek, który był jedną wielką plamą z ketchupu.
- Bo ty jesteś zdrowy, więc nie musisz takiego mieć.
- Nie umrześ?
- Nie umrę. A teraz wcinaj.
Uśmiechnęłam się lekko do chłopca po czym spojrzałam na Nialla, bo czułam, że mi się przygląda. Kiedy tylko nasze spojrzenia się spotkały chłopak nerwowo zaczął wiercić się na krześle i wrócił do jedzenia. Nie analizowałam jego zachowania i też zaczęłam jeść moją porcję. Kiedy każde z nas już skończyło jeść wytarłam buzię chłopczyka i wyszliśmy z KFC. Posadziłam go z tyłu w foteliku, a Theo bawił się swoją zabawką. Usiadłam z przodu i myślałam, że już pojedziemy kiedy Horan zaczął rozmowę.
- Myślisz, że jesteś w stanie spędzić z nami jeszcze godzinę Wilson?
- Wilson! - powtórzył chłopiec.
- Zamknij się Theo!
- Zamknij się! - powtarzał wszystko chłopiec. Był dosłownie jak mała papuga, ale był przesłodki.
- Jestem umówiona z dziewczynami i...- popatrzyłam na chłopca, a później posłałam przepraszające spojrzenie Niallowi. Trudno było mi odmówić, ale umówiłam się z kimś wcześniej i on nie mógł psuć moich planów.
- Rozumiem. - Odpalił auto i ruszyliśmy w drogę powrotną, jednak teraz czułam się jakoś dziwnie i nie wiem czemu, ale wydawało mi się, że Horan jest na mnie zły. Nic mu nie zrobiłam racja? Nie mogę czuć się winna,ani nic z tych rzeczy. W końcu co mnie to obchodzi i tak go nienawidzę. Zaparkował pod moim domem i nawet nie odpowiedział na moje pożegnanie, ale cóż jeb się. Wysiadłam i zmierzałam w stronę furtki, kiedy usłyszałam, że Theo płacze, a on na niego wrzeszczy.
Co za kutas.
Natychmiast podeszłam do samochodu, bo on chciał go uspokoić, ale prawie wrzeszcząc dokładnie wiedziałam, że nic nie zdziała. Jak można kompletnie nic nie wiedzieć o dzieciach? Jesteś takim kretynem Niall.
- Abi nie idź! - płakał i krzyczał Theo,a ja musiałam z nim zostać, bo przecież to dziecko mogło dostać nieodwracalnych zmian w mózgu po trzech godzinach przebywania z tym kretynem. Napiszę do dziewczyn, że się spóźnię i pojadę z nimi.
- Horan przestań na niego wrzeszczeć kretynie!
- Wllaśnieee kletynie!- zgodził się ze mną Theo i momentalnie przestał płakać, a zaczął się śmiać z Nialla. Przybiłam z małym piątkę i usiadłam razem z nim z tyłu. Dojechaliśmy pod dom Nialla, znaczy poprawka - pod willę Nialla, a ja zdałam sobie sprawę, że pierwszy raz będę w jego domu, bo bycie na jego basenie się nie liczy. Wysiedliśmy wszyscy,a wtedy chłopczyk złapał mnie za rękę i szliśmy w stronę bramy. Niall otworzył ją przed nami, żebyśmy mogli wejść, tak samo zrobił przy drzwiach wejściowych. Kiedy weszłam do jego domu, przez chwilę myślałam, że jestem w jakimś kościele czy czymś podobnym. Marmurowe podłogi, kolumny i złote zdobienia sprawiły, że czułam się tam dziwnie, bo u mnie niczego takiego nie ma. Zdjęłam buty, a Theo pobiegł gdzieś i prawdopodobnie będzie go trzeba szukać godzinę, bo w tym domu można się zgubić.
- Theo tylko nie na łóżko!
- Czemu? - zapytałam zdziwiona.
- Będzie skakał.
Pobiegliśmy razem do jakiegoś pokoju, a kiedy weszliśmy do środka chłopiec wchodził już na ogromne łóżko. Niall złapał go w ostatniej chwili i podniósł do góry.
- Co ci mówiłem o łóżku hm?
Chłopiec śmiał się wymachując rękami i nogami, a kiedy Niall przybliżył go na wysokość klatki piersiowej, przytulił się mocno do niego i schował głowę w zagłębieniu jego szyi.
- Plose cie.
- Theeeeo.
- Ploseeeee.
- Dobra okay, ale możesz tylko na chwilę i z nami?
- Mhm.
Niall wszedł z nim na łóżko i zaczęli oboje skakać, wyglądało to przekomicznie, bo Horan był od niego trzy razy wyższy i musiał się ciągle schylać, żeby trzymać chłopca za ręce. W końcu klęknął przed nim, żeby nie męczyć swojego kręgosłupa i wywracał oczami, podczas gdy Theo piszczał i śmiał się z radości.
- Abi ty teś!
- Nie, nie dziękuję.
- Chodź Wilson!
Weszłam do nich i poczułam się jak dziecko, ale to było przyjemne uczucie. Trzymałam za jedną rączkę chłopczyka, a Niall za drugą i pewnie wyglądaliśmy jakbyśmy stracili rozum, ale to było dosyć fajne. Theo skakał i krzyczał, że jest batmanem, ale w końcu chciał zejść bo się zmęczył i chciało mu się pić.
- Wiesz gdzie masz swoją butelkę z sokiem od mamy racja?
- Tak jeśtem duźy pójde śam.
Niall pomógł mu zejść na podłogę, po czym usiadł na łóżku, a ja jestem taką niezdarą, że będąc już na podłodze potknęłam się o własne stopy, i wywróciłam na dywan. Całe szczęście, że tam leżał bo pewnie byłabym nieźle poobijana.  Horan obrócił się w moją stronę i wyśmiał dosłownie fakt, że się przewróciłam, ale podał mi rękę żebym wstała. Wykorzystałam to i podcięłam mu nogi, tak że stracił równowagę i upadł zaraz obok mnie. Tym razem to ja się śmiałam z niego, jednak nie trwało to długo bo podniósł się i prawie na mnie położył. Jego ręce leżały tuż obok mojej głowy, a jego oddech mogłam poczuć na mojej twarzy. Zaczął szybko się do mnie przybliżać, a wtedy nasze usta się spotkały. Całował mnie powoli, aja muszę przyznać, że jedyne co lubię i co jest z nim związane, to momenty kiedy mnie całuje. Tych momentów było trzy? Może  dwa, ale za każdym razem czułam się jak królowa świata, i teraz było tak samo. Całowalibyśmy się zapewne dłużej, gdyby Theo nie wbiegł do pokoju i zaczął krzyczeć:
- Nie glyź Abi to ją boli aaaaaa!
Wtedy Niall zszedł ze mnie i pomógł mi wstać. Czułam, że moje policzki płoną, dlatego postanowiłam udawać, że poprawiam swoje włosy, alby zakryć jakoś moją twarz rękami. Niall patrzył na mnie zagryzając wargę, a ja nadał byłam mega zawstydzona. Nawet nie zauważyliśmy, kiedy blondynek wszedł na łóżko i przyłożył głowę do poduszki, był chyba zmęczony tymi wygłupami.
- Będzie raczej zaraz spał. - powiedziałam nie podnosząc wzroku z moich stóp.
- Bardzo dobrze.
- Więc ja chyba już pójdę, bo nie jestem potrzebna.
- Odwiozę cię.
- A Theo?
- Będzie spał?
- Nie bądź głupi! Przejdę się.
Poszłam w stronę holu, a później założyłam swoje buty i wzięłam torebkę. Horan otworzył mi drzwi, a kiedy chciałam się już pożegnać on po raz kolejny dzisiejszego dnia mnie zaskoczył.
- Dzisiaj jest impreza, w nagrodę, że mi pomogłaś chce cię ze sobą zabrać.
Odnotować: +10 do zajebistości, Niall Horan zaprasza MNIE na imprezę.
- Um ale, ja umówiłam się z przyjaciółkami.
- Też mogą jechać.
- Huh? Znaczy, fajnie tylko.... Ja nie wiem czy one się zgodzą.
- Mówimy o Rose i Jen racja? - pokiwałam głową, więc postanowił dokończyć. -Sądzę, a nawet jestem pewien, że się zgodzą.
- Um więc okay. O której i gdzie mamy być?
- Przyjadę po was do ciebie o 20 pasuje?
- Okay.
- W takim razie do zobaczenia Wilson.
- Na razie Horan.

----------------------------------------------------------

- Nie mogę uwierzyć, że ty i Horan..- Jenna latała po moim pokoju i nie mogła dojść do siebie, po tym jak opowiedziałam jej, co się dzisiaj wydarzyło. - o mój boże i do tego cię całował! Ateraz ta impreza! On cię chce!
- Jen zamknij się!
- Musimy zrobić włosy i paznokcie, i  te wszystkie imprezowe rzeczy!  Abi to będzie zajebisty wieczór, tak bardzo nie mogę się doczekać! - biegała po całym pokoju, podekscytowana jak małe dziecko przed sklepem ze słodyczami. To w niej kochałam, ale czasem i nienawidziłam.
- Jen kurwa spokojnie.- powiedziałam przez śmiech, ale ona zdawała się w ogóle mnie nie słuchać.
- Jesteś taką suką Abi, nie dasz się cieszyć! - przewróciła oczami, a jej twarz była taka poważna. Brwi lekko uniesione do góry, a usta ułożone w dziwkarski dzióbek.
-  To nie nowość, często Jason tak na mnie mówi, zresztą Jason tak się zwraca do każdego.
- Jasne a ja jestem Beyonce. - powiedziała do mnie z wyrzutem.
- Um więc po prostu zacznę do Ciebie mówić Beyonce.
-Niby tego nie pokazujesz, ale jesteś głęboko zdemoralizowaną dziewczyną wiesz?
Wzruszyłam ramionami i zaczęłam szukać odpowiedniego stroju, bo chciałam zrobić jak najlepsze wrażenie na tej imprezie, pomimo że nie wiedziałam do końca czemu. Założyłam białą luźną koszulkę z napisem 'I'm Disney princess', jeansowe shorty i czarne vansy. Chciałam zrobić wrażenie, a w końcu wybrałam wygodę, ale także trochę sugerowałam się strojem Jenny, która ubrała czarne spodenki i żółtą koszulę. Włosy miałam lekko pokręcone, co było rezultatem fryzjerskich umiejętności Jenny. Zawsze byłam lewa, jeśli chodzi o układanie włosów, ale Jen ma do tego dobrą rękę i potrafi stworzyć na głowie cuda.  Zdążyłam jeszcze musnąć moje usta czerwoną szminką, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi.
To już? Niemożliwe.

Słyszałam jak ojciec otwiera drzwi i wita Nialla, ale jak się okazało także i Rose, która miała przyjść chwilę przed 20. To było na prawdę dziwne, czułam taki uścisk w żołądku. Powoli zaczęłam schodzić po schodach w obawie, że mogę wylądować twarzą na podłodze. W końcu byłam już na równej powierzchni i mogłam spojrzeć, na stojącego w drzwiach mojego ojca, a zaraz za nim Horana i Rose. Byłam cholernie pochłonięta gapieniem się na niego. Jego blond włosy były jak zwykle idealnie ułożone, uniesione lekko kąciki ust, prosty nos, jasna cera i intensywnie niebieskie oczy czyniły go tak cholernie pięknym.
Abi ogarnij się! Już!
Jego oczy były lekko przymrużone i lustrowały moją sylwetkę, poza tym rysy twarzy pozostawały w bezruchu. Jego oczy teraz wręcz wwiercały się we mnie. Moje serce nagle maksymalnie przyspieszyło, a usta rozchyliły się, bym mogła nadążyć z oddychaniem.
- Jedziemy?

Jego głos był  aksamitny, taki że ścisnęło mnie w dolnych partiach brzucha. Przywodził na myśl seks. Pomyślałam, że jego głos mógłby doprowadzić mnie do orgazmu, niedorzeczne bo przecież nie mam o tym zielonego pojęcia. Wargi miałam tak cholernie wyschnięte, że musiałam je oblizać, a później tylko pokiwałam głową i wyszliśmy z domu. Usiadłam z tyłu razem z Rose, a Niall i Jenna zajęli miejsca z przodu. Oni rozmawiali przez całą drogę, a ja tylko siedziałam i czasami ukradkiem zerkałam na Nialla, który wyglądał tak nieziemsko jak nigdy dotąd. Kiedy dojechaliśmy na miejsce muzykę mogłam usłyszeć już z samochodu.
- Tak w ogóle to gdzie idziemy? - zapytała Jenna.
- Klub erotyczny.
- Geje, les i bi? - skomentowała Rose.
- Owszem. Macie coś przeciwko?
- Nie, dopóki jakaś laska nie będzie chciała przejść ze mną do drugiej bazy. - Jen jak zwykle była szczera, aż do bólu. Wysiedliśmy z auta i przepychaliśmy się właśnie przez tłum ludzi, którzy czekali żeby wejść do klubu. Niektóre dziewczyny były wręcz nagie, zastanawiałam się po co w ogóle zakładały coś na siebie. Jestem mega tolerancyjna, ale jakieś granice jednak mam. Niall ciągnął mnie za rękę do wejścia, jakbym była pięcioletnim dzieckiem, które mogłoby mu się zgubić. Za mną natomiast szły dziewczyny trzymając mnie za rękę, przez co tworzyliśmy pewnego rodzaju pociąg. Nie puszczałam jednak ręki Horana, bo nie miałam zamiaru go później szukać. Było tak ciasno, że co chwila czułam jak ktoś dotyka mojego tyłka, albo obmacuje moje cycki.
Zajebe go jak to się wszystko skończy.
Głupia, Głupia, głupia!
Po co się zgodziłam?!
Staliśmy wreszcie naprzeciwko ogromnych bordowych drzwi nad którymi świecił się jasny napis Club Banana. Nazwa dziwna, ale nie wnikałam. Niall podał sobie rękę z jakimś łysolem, a ten od razu wpuścił nas do środka. Tam było już mniej tłocznie  i mogłam wreszcie swobodnie oddychać. Rozglądałam się dookoła, żeby przyzwyczaić się do nowego miejsca. Nigdy wcześniej tu nie byłam, więc czas wypróbować coś nowego w moim życiu. Chciałam się odwrócić, ale moje ktoś odgarnął moje włosy do tylu. Poczułam ciepły oddech w tylnych częściach mojej szyi i usłyszałam lekko zachrypnięty głos.
- Kolejny pierwszy raz Wilson?
Pokiwałam głową na tak, a on zaczął iść dalej więc chwyciłam jego rękę i szłam za nim. Dziękowałam bogu w pewnej chwili, że trzymałam się jego, dlatego że moje ciało mogło mieć bliski kontakt z podłogą. A to dlatego, że zawadziłam o czyjąś nogę, wysuniętą aż na samo przejście. Światła nieco mnie oślepiały, ale na szczęście nasza wędrówka nie trwała zbyt długo. Przy jednym ze stołów siedziało czterech chłopaków i dwie dziewczyny. Był tam Harry, Louis, Liam który aktualnie obściskiwał się z jakąś  dziewczyną i Zayn, który rozmawiał z jakąś laską i palił z nią skręta. Kiedy Lou spojrzał w moją stronę  lekko się uśmiechnął, na co ja mu pomachałam. Mogliśmy usiąść razem z nimi i coś zamówić. Rose i Jen wzięły jakieś drinki, a ja chciałam zwykłe piwo. Niall postanowił pójść w moje ślady, ale zamówił sobie piwo z dodatkiem szkockiej i ja nie ma pojęcia czy to dobrze smakuje, ale mieszanie alkoholi jeszcze nikomu nie wyszło na dobre.
Każdy był już nieźle wstawiony, oprócz mnie i Harry'ego, który najwidoczniej nie bawił się zbyt dobrze. Zayn opuścił klub z jakąś panienką, a Rose szalała gdzieś na parkiecie z chłopakiem, którego poznała godzinę temu. Jenna siedziała na kolanach Lou i zdawali się być kompletnie pochłonięci swoim towarzystwem,a Niall był po prostu pijany i do tego na haju bo jego źrenice były ogromne. Czułam, że muszę do ubikacji dlatego wstałam i starałam się coś znaleźć. W kącie dwóch gejów prawie że  zaczęło się ruchać na oczach wszystkich ludzi, gdzieś znowu para lesbijek całowała się tak, że jedna drugiej docierała językiem prawie do migdałków. Chwilami wątpiłam w ludzi, znaczy... Wszystko jest dla ludzi, ale to już przesada. Przestraszyłam się kiedy czyjaś dłoń rozpoczęła wędrówkę, od mojej ręki, wzdłuż ramienia a w końcu wylądowała na moim barku. Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego Nialla.
- Abi... Mówiłem Ci już, że jesteś dzisiaj cholernie gorąca? - starał się przekrzyczeć muzykę, bo myślał że nic nie usłyszałam.
- Mówiłeś jakieś pięć może dziesięć razy, przyjęłam do wiadomości za pierwszym.
- To dobrze. - przyciągnął mnie do siebie, jego ręce spoczęły tuż nad moim tyłkiem, a jego czoło opierało się o moje. Patrząc w górę zobaczyłam, że ma zamknięte oczy i lekko uchylone usta. Zagryzłam wargę bo miałam ochotę go pocałować, ale nie mogłam tego zrobić bo przecież go nienawidzę.
Jest seksowny, tak bardzo seksowny.
A może to tylko mi się wydaję przez alkohol?Otworzył oczy i przyłapał mnie na tym, że mu się przyglądam. Uśmiech szybko pojawił się na jego ustach, a ja uciekam wzrokiem od jego spojrzenia.
- Dobrze się bawisz?
- Nie jest najgorzej.
- To fajnie.
- Fajnie, ale chce do ubikacji.
- Zaprowadzę cię.
Złapał mnie za rękę i szedł przez tłum, aż w końcu wskazał mi drzwi z panią na obrazku, jakby myślał, że nie domyślę się w które drzwi powinnam wejść. W końcu weszłam do środka, ale jakież było moje zdziwienie, kiedy za mną do łazienki wparował Horan, nie robiąc sobie nic z tego, że ta łazienka jest damska.
- Yyyy Niall?
- Tak?
- Ta łazienka jest damska.
- I co z tego?
- To, że nie powinno cię tu być.
- Serio?
- Tak.
- To powiedz też to jemu. - wskazał palcem na jakąś dziewczynę stojącą przy lustrze, która była dosyć pulchna, ale chyba też była pod mocnym wpływem alkoholu bo nic nie zrozumiała, tylko zatoczyła się obok nas i wyszła.
- Nie wysikam się przy tobie.
- A ja nie zostawię cię tu samej na pastwę lesbijek z wibratorami.
- Z czym?
- Nie z czym, tylko sikam. Ty sikaj bo jest impreza na wieżowcu, zmieniamy lokal.
Nie zrozumiałam nic z jego bełkotu, ale musiałam załatwić moją potrzebę. Kiedy wróciliśmy do stolika, Niall oznajmił, że pora zmienić miejscówkę, na co wszyscy się zgodzili. Bałam się, że Horan będzie chciał prowadzić, jednak większość wyznaczyła Harry'ego na kierowcę, bo był z nich wszystkich najtrzeźwiejszy. Usiadłam z tyłu z Jenną i Rose, przed nami siedział Louis,a  Liam, Niall i Harry na przednich siedzeniach. Wyjechaliśmy,a wtedy Jen zaczęła mi szeptać różne rzeczy na ucho, a ja w większości nie rozumiałam tego co chciała mi przekazać.
- Lou jest taki gorący, że mam na niego ochotę.
- Jen on siedzi przed nami ciszej.
- Tak, ale jego tyłek w tych spodniach...
- Przysięgam, jeszcze słowo a zakleję ci czymś usta.
- Musi mieć  często ochotę na seks, bo ma ciągle zimne ręce.
- Zamknij się!
Kiedy zauważyła, że krępuje mnie ta rozmowa przy wszystkich, zaczęła szeptem rozmawiać z Rose i chichotać nie wiadomo z czego. Wydęłam wargi i głośno wypuściłam powietrze, bo z mojego miejsca mogłam usłyszeć jak dyskutowały o długości penisa Tomlinsona, także jestem pewna, że on również to słyszał.  Dzięki Bogu podróż nie trwała długo, dlatego mogłam wysiąść z auta i uniknąć dalszego rozwoju tej głupiej sytuacji. Okazało się, że ktoś urządził imprezę na dachu jakiegoś bloku, a ja naprawdę bałam się na samą myśl o wejściu tam. Ludzie poszli do wejścia, a ja szłam za nimi dość wolno, bo nie wiedziałam jak im wyjaśnić, że obawiam się tej jebanej wysokości. Dziewczyny sobie poszły, a przed blokeim został Liam i Niall, którzy zatrzymali się jeszcze, żeby zapalić.
- Chcesz jednego Abi? - częstował mnie Liam, ale odmówiłam, bo nie lubię tego smaku.
- Oj, no dalej Wilson!
Czemu za każdym razem, kiedy on mnie do czegoś namawia zazwyczaj ulegam? No to już zaczyna mnie denerwować, ale nie chcę, żeby ludzie brali mnie za jakąś świętoszkę, zakonnicę z jakiegoś klasztoru, czy Maryję zawsze dziewicę. Zostanę na wieki dziewicą, jeśli nie zacznę wprowadzać do swojego życia odrobiny szaleństwa. Wzięłam od Liama fajkę, a później włożyłam ją miedzy usta i czekałam, aż ktoś użyczy mi ognia. Zaciągnęłam się dymem, ale jak na złość musiałam się zadławić, kiedy kaszlałam Niall pogłaskał moje ramię.
- Grzeczna dziewczynka.
Staliśmy i paliliśmy, aż doszło do tego, że musieli na mnie czekać i pomóc mi wypalić. Jestem taką nałogową palaczką, że nie potrafię sama wypalić jednego papierosa. Brawa dla mnie. Chłopaki otworzyli mi drzwi, a kiedy przekroczyłam próg i szłam w stronę windy, walczyłam sama ze swoją podświadomością.
- Abigail czas zaszaleć! - Liam złapał mnie za rękę i prowadził do windy, a przez to, że trzymał moją dłoń czułam się trochę bezpieczniej. Kiedy byliśmy w środku, Niall patrzył na nasze splecione ręce, a później na mnie. Znów na nasze ręce, a później zaczął poruszać brwiami, dając mi jakieś dziwne znaki. Kiedy dojechaliśmy na ostatnie piętro i drzwi się otworzyły, zobaczyłam dość dużą grupę ludzi, pijącą alkohol i bujającą się w rytm muzyki. Szłam przez tłum kiedy na moje drodze pojawił się Dylan, ten z którym Jason gra w drużynie koszykarskiej.
- Abi!
- O hej.
- Hej fajnie, że wpadłaś.
- Um ty to zorganizowałeś?
- Taa. Miała być impreza na kilka osób, ale trochę wymknęło mi się to spod kontroli.
Uśmiechnął się, a w jego policzku pojawił się dołeczek. Dla mnie to jest tak cholernie seksowne, że mogłabym patrzeć na niego godzinami. Zagryzłam wargę i się do niego uśmiechnęłam.
- A jak ci się podoba?
- Gdyby było kilka pięter niżej, zdecydowanie lepiej bym się czuła.
- Masz lęk wysokości?
- Um tak, znaczy jakby... Trochę tak.
- Nic ci się tutaj nie stanie, są barierki. Chcesz się czegoś napić?
Pokiwałam głową, a on zabrał mnie do stolika z napojami i alkoholem. Był zdziwiony kiedy nalałam sobie do kubka soku, ale nie skomentował tego tylko, znów w ten cholernie słodki sposób się do mnie uśmiechnął. Dylan  był naprawdę przystojny, a wtedy nad jeziorem chciał mnie pocałować. Boże czemu sobie teraz to przypomniałam? Moje policzki momentalnie się zaczerwieniły i nie wiedziałam jak odgonić od siebie myśl,a raczej chęć zrobienia tego z nim. Znaczy całowania się z nim, nic więcej. Rozejrzałam się po tłumie, aż w końcu moje spojrzenie padło na Horana. Stał sam w kącie z wodą mineralną w ręku, co było dla mnie dziwne i albo przyglądał się mi, albo ja mam przywidzenia.
- Zatańczysz?
- Um ja, słuchaj bo... - nie tańczę w miejscach publicznych no kurwa, ale mu nie odmówię bo jest słodki. Lepiej skłamać. - Bo ja miałam pytać gdzie jest łazienka, a serio muszę.
Zaśmiał się, ale wyjaśnił mi jak mam dojść więc musiałam przynajmniej udawać, że tam idę. Stałam za jakimiś drzwiami i starałam się być niezauważona, byłam dosłownie teraz tak bardzo dziecinna. Wyszłam po pięciu minutach z mojego ukrycia, ale znów wpadłam na Dylana.
- Nie byłaś tak na prawdę w łazience co? - uśmiechał się i kręcił głową, a co ja zmarszczyłam nos i zamknęłam oczy, wzruszając przy tym ramionami.
- Przepraszam, ale ja nie tańczę publicznie. Zrozum mnie.
- No okay, ale trzeba było tak od razu mówić.
- Um wiem, przepraszam.
- Nic się nie stało. - dotknął mojego policzka, przez co się uśmiechnęłam. - Pokazać ci coś fajnego?
- Mhm.
Szłam za nim, a jak się okazało musieliśmy wejść na coś po drabince, co było tak naprawdę dachem od windy. Byliśmy ponad dwa metry nad innymi, a wtedy on przerzucił mnie przez swoje plecy i zaczął się obracać. Na początku piszczałam ze strachu, że mnie upuści i cała się potłukę, ale później mój krzyk wynikał tylko i wyłącznie z radości i zabawy. Nie spodziewałam się, że takie głupoty mogą sprawić, że poczuję się dobrze, a nawet mogę stwierdzić, że byłam szczęśliwa.
- Postaw mnie już Dylan, za długo jestem do góry nogami.
- Masz zamiar na mnie zwymiotować.
- Jeśli mnie nie postawisz to nie jest to wykluczone.
- Uh ryzykuje jednak. - niby się śmiał, ale w ostateczności postawił mnie na ziemi. Przyciągnął mnie do siebie i gładził moje ramiona, bo chyba wyczuł na nich gęsią skórkę.
- Nie powinnaś się bać wysokości, jeśli wychodzisz gdzieś z kimś.
- Z tobą jest okay.
Zaczął się do mnie przybliżać, a ja wiedziałam, że zaraz prawdopodobnie mnie pocałuje. Musiałam jednak to przerwać, bo dzisiaj całowałam się z Niallem, a to oznaczałoby, że staje się jakąś dziwką. Obróciłam dość wcześnie głowę i jego usta spotkały się z moim policzkiem. Chyba nie był z tego zadowolony, bo odsunął się ode mnie i głaskał kciukiem miejsce, w którym jeszcze przed chwilą były jego usta.
- To zbyt szyb...
- Okay rozumiem Abi.
- Możemy już iść?
- Pewnie.
Zeszłam zaraz za nim, a kiedy Liam mnie zobaczył powiedział, że Jenna i Rose wróciły do domu z Harry'm i Lou. Po prostu świetnie, teraz będę wracała sama, a jeśli wezmę taksówkę to pewnie zapłacę majątek.
- Możesz spać u mnie.
- Wróci ze mną. - do naszej rozmowy wtrącił się Niall, który pojawił się obok nas nie wiadomo skąd.
- Może najpierw zapytaj ją o zdanie idioto?
- Sam jesteś idiotą biorąc ją na wysokość kiedy wiesz, że się jej boi.
- Nie zmieniaj tematu.
- W takim razie decyduj Wilson. - obaj na mnie patrzyli,a ja przysięgam na Boga, że znalazłam się w najdziwniejszej sytuacji pod słońcem. Do naszego grona dołączył zdezorientowany Liam, a ja chciałam zapaść się pod ziemię. Chciałam wracać to było dla mnie oczywiste, ale wiedziałam, że Niall będzie triumfował nad Dylanem i nigdy nie da mu zapomnieć, że wróciłam z nim do domu. Jednak musiałam wrócić, więc moja odpowiedź była jednoznaczna.
- Przepraszam Dylan, ale naprawdę jestem zmęczona i chciałabym wrócić do domu.
Niall cwaniacko się do niego uśmiechnął, po czym zmierzał w kierunku windy, a zaraz za nim ja i Liam.
- Zamówiłeś już taksówkę?
- Nie.
- Um okay ja zadzwonię.
- Nie. Wracamy moim autem. Zayn był po nie pod klubem i czeka na nas na dole.
- Oh, rozumiem.
Nie zadawałam już żadnych pytań, a w razie konieczności odpowiadałam 'tak' lub 'nie' bo czułam się jakoś dziwnie w ich towarzystwie. Najpierw odwieźliśmy Liama, później okazało się, że zostawimy Malika w domu, a Niall pojedzie dalej. Wracaliśmy w milczeniu. Miałam opartą głowę o szybę i podziwiałam widoki za oknem. Czułam pulsujący ból w moich nogach, zawsze tak jest kiedy długo chodzę, dlatego też podciągnęłam nogi wyżej do wygodniej pozycji i nadal obserwowałam drogę oświetlona tylko lampami. W aucie było chłodno bo Horan odsunął szyby żeby przewietrzyć swój organizm po trawce, ja natomiast starałam się tylko utrzymać normalną temperaturę mojego ciała, co w shortach i cienkiej koszulce było dosyć ciężkie. Chyba po pięciu minutach zauważył, że się trzęsę i szyby zostały zasunięte.
- Weź sobie moją bluzę leży w tyłu na siedzeniu, tylko się odwróć
- Nie dzięki już mi cieplej.
- Wilson zakładaj tą cholerną bluzę!
- Przestań na mnie krzyczeć! Przecież mówię, że mi cieplej tak?
Nagle zatrzymał samochód, za bardzo nie wiedziałam co się dzieje, dopóki nie wysiadł z samochodu i podszedł do drzwi z mojej strony. Otworzył je mając już w dłoniach swoją bluzę. Odpiął mój pas bezpieczeństwa i ubierał mnie jak dziecko, aż w końcu zasunął suwak do połowy, zostawiając dekold na wierzchu.
- Chwilami jesteś taka denerwująca, że mam ochotę dać ci klapsa jak małemu dziecku.
- I vice versa.
Wpatrywał się we mnie, aż poczułam się dziwnie. Jego spojrzenie stało się tak intensywne, że powoli traciłam orientację. Przesunął się bliżej mnie, tak że nasze ciała prawie się stykały. Nie wiedziałam co chce zrobić, dopóki nie usłyszałam charakterystycznego dźwięku zapięcia pasu. Wtedy wrócił na swoje miejsce i kontynuowaliśmy podróż. Chyba nawet zasnęłam, bo droga minęła mi bardzo szybko. Kiedy byliśmy już pod moim domem złożyłam buty na nogi, a Niall otworzył mi drzwi i pomógł mi wysiąść. Odprowadził mnie, aż do samych drzwi ale nadal się nie odzywał. Zaczęłam zdejmować z siebie jego bluzę, ale przerwał mi.
- Nie. Jest zimno weź ją dzisiaj, oddasz przy okazji
- Mhm. - na taką odpowiedź było mnie w tym momencie stać. Było grubo po drugiej w nocy, a ja byłam wykończona. - Dzięki za dzisiaj, za KFC, za to że pamiętałeś co lubię, za imprezę i  za dziwny fakt,że pijesz piwo ze szkocką. Zapamiętam to chyba do końca życia. - plotłam jakieś głupoty będąc na w pół senna.
- Nie przyzwyczajaj się do mnie, nie zapamiętuj tych wszystkich małych rzeczy, bo ja mam w zwyczaju odchodzić.
- Nie zapamiętuję, tylko mówię....- Zapamiętałam je, ale jak widać dziś jest taki dzień, gdzie dużo kłamię. Patrzyłam na czubki moich butów, ale Horan jakby nie miał zamiaru wracać do domu.
- Bulter zdecydowanie cię lubi. No wiesz.... w ten sposób.
- Skąd niby mam wiedzieć, że on mnie tak lubi? Nigdy mi tego nie powiedział.
- Jeżeli chłopak cię chce, zrobi wszystko żeby zwrócić twoją uwagę. Nie powie ci wprost, że cię lubi, po prostu będzie ci to pokazywał w każdej możliwie małej rzeczy, że chciałby z tobą być.
- Um sama nie wiem. Ja nie biorę tego z jego strony na poważnie, no bo niby z jakiego powodu miałby wybrać mnie skoro jest megaaa fajny i przystojny, do tego słodki i w ogóle?
Horan zaśmiał się, alr  to był taki kpiący śmiech z jego strony i kontynuował swój dzisiejszy wykład. Ja albo byłam pijana, albo zmęczona, albo brakowało mi cukru, czego nie byłam w stanie teraz sprawdzić.
- Ludzie nie potrzebują powodu, żeby coś robić w swoim życiu. Robią to bo tego chcą, bo życie to zabawa, a niektóre rzeczy sprawiają, że dzięki nim się uśmiechają.
- Ale później wielu rzeczy żałują.
- Nie żałuje się rzeczy, które się zrobiło.Zazwyczaj żałuje się tych wszystkich rzeczy, które zrobiło się dla lub też w towarzystwie nieodpowiednich osób.
- Po prostu przestań mówić, bo zaczynam się bać twoich mądrych tekstów.
- Idź spać i pomyśl o tym co ci powiedziałem.
- Dobranoc?
- Dobranoc Wilson.


--------------------------------

Okay za nami 7 rozdział i liczę, że Wam się spodoba i go skomentujecie :) xxx



4 komentarze:

  1. Co jak co ale Horan ma rację.
    KOCHAM to ff, życzę wenki i czekam na nn xxx

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny rozdział nic dodać nic ująć normalnie kocham to ff.
    powodzenia z weną~@luvmyniall_

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham ten rozdział, jak na razie ten jest moim ulubionym...
    Nawiązując do Twojego krótkiego komentarza, oczywiście, że musiało nam się to spodobać. Masz taki dar pisania, że gdybyś została osobą od reklamy sprzedałabyś największy badziew. Wszystko co wymyślisz, każda scena jest idealna i wspaniała. Jeszcze raz wspomnę, chciałabym umieć pisać jak ty.
    Mam pytanie. Publikujesz to opowiadanie na Wattpadzie? Jeśli nie, to zacznij, może by się Ci udało wydać jakąś książkę?
    I tak trochę za późno:
    Wszystkiego najlepszego z okazji świąt Wielkanocnych XD

    OdpowiedzUsuń

Szablon by Selly